Nie zawsze byłam fair, to prawda. Czasem spisywałam pracę domową z matmy i czytałam pracę innych, by dopiero na ich podstawie, napisać notatkę z Polskiego. Nie umiem pisać przecinków. Na pamięć znam tylko wzór na deltę. Nie znam ani jednej daty od 1600 roku do kongresu wiedeńskiego. A do procesu zostało 544 godzin i już się wszystkiego nie nauczę.
To nie jest tak, że nagle obudziłam się ze świadomością, że moja znajomość gramatyki polskiej jest żadna. Wiem to od gimnazjum, kiedy Pani od polskiego brutalnie uświadomiła mi, że ciekawsze od moich wypracowań są nawet wyścigi ślimaków. Nie jest też tak, że stwierdziłam, że jestem słaba z matmy w tym tygodniu. Wiem to od podstawówki. Więc skąd nagle ten mój mały wybuch?
Spędziłam w szkole tyle mojego cennego czasu. Tyle godzin zajęło mi odrabianie tych wszystkich prac domowych. Tyle nieprzespanych nocy złożyło się na moje dobre oceny z klasówek. I wszystko nic. Wszystko na nic. Bo widzicie, okazuje się, że do matury zaczynają przygotowywać Cię miesiąc przed nią. I nie chodzi mi o to, że od września robicie sobie notatki. Nie o to, że któryś nauczyciel w grudniu daje wam do przeczytania lekturę, twierdząc, że to może być na maturze. Chodzi mi o to, że na początku kwietnia, ktoś Ci mówi, że masz problem z formułowaniem myśli, lub wreszcie tłumaczy jak zrobić jakiś rodzaj zadań. W kwietniu. Miesiąc przed maturą. Przecież... To aż miesiąc do matury- co innego masz do roboty, oprócz uczenia się tego jednego, wyjątkowego przedmiotu?
Okazuję się, że wszystkie lata edukacji, nie przybliżyły mnie do zdania egzaminu dojrzałości. Najprawdopodobniej zdam go tylko i wyłącznie dzięki mojej ciężkiej pracy przez ten miesiąc. Oczywiście, większość z was stwierdzi, że dramatyzuje, a druga grupa zauważy, że powinnam być dumna z tego, że zrobię to tylko dzięki sobie. Ale ja jestem tylko dzieckiem. Potrzebuję pomocy. To moja pierwsza i (oby) ostatnia matura w moim życiu. Chciałabym, żeby fakty, które wyszły wczoraj, dzisiaj, czy wyjdą za trzy dni, doszły do moich uszu wcześniej. Może... Dałabym radę się przygotować.
Teraz tylko siedzę, uczę się i boję. Mam nadzieję, że jednak te 544 godziny wystarczą, bo przecież to wstyd i hańba nie zdać matury, albo nie zdać jej na wystarczająco wysokim poziomie. Mam nadzieję, że dostanę się na wymarzone studia. Mam nadzieję, że zdążę. Ale... Nadzieja matką głupich, a to dobrze mi nie wróży.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz